Ich pierwsze greckie wakacje – Kreta

Po ubiegłorocznych wakacjach nad Bałtykiem wiedzieliśmy, że kolejne chcemy spędzić w cieplejszym miejscu. W Grecji byliśmy już kilka razy i oczywiste było, że pierwsze zagraniczne wakacje z dziećmi spędzimy właśnie tam. Rozważaliśmy różne opcje podróży i miejsca ale ostatecznie zdecydowaliśmy się odwiedzić po raz trzeci Kretę. Tym razem wybór padł na zachodnią część. Trochę obawialiśmy się lotu z dziećmi ale skoro tyle osób lata to przecież też damy radę. Lot do Grecji przebiegł super. Kubuś zachwycony prędkością przy starcie, Kalinka zasnęła niemalże od razu i przespała większą część. Powrót był już nieco mniej radosny.

Wakacje zaplanowaliśmy na maj aby uniknąć zarówno masy turystów, jak i upałów. Pierwszy raz organizowaliśmy wyjazd na własną rękę bez biura podróży. Do zarezerwowania był przelot, transport po wyspie i noclegi. Wszystko poza samochodem zarezerwowaliśmy pierwszego stycznia 🙂 Tak, czekaliśmy na ten wyjazd 4,5 miesiąca.

Najtańszy i zarazem jedyny bezpośredni lot do Chanii oferował Rayanair -2500 zł (z ubezpieczeniem, dodatkowym bagażem i pierwszeństwem wejścia na pokład) w obie strony za 4 osoby.

Do kosztów transportu trzeba doliczyć również parking przy lotnisku Modlin, który za 7 dni kosztował 90 zł. Chcieliśmy jechać taksówką, jednak żaden z przewoźników nie chciał podstawić nam samochodu z fotelikami dla dzieci.  Zasłaniali się licencją, ale na moje pytanie czy w razie wypadku licencja ocali moim dzieciom życie i zdrowie nie było odpowiedzi. Polecam dojazd na własną rękę samochodem i pozostawienie go na parkingu w pobliżu lotniska. My wybraliśmy parking Orange, z którego co chwila odjeżdża bezpłatny bus na lotnisko – 5 min.

Na stronie booking.com znaleźliśmy przyjemny hotel Ledra w kameralnej miejscowości Maleme niedaleko Platanias. Dojazd z lotniska zajmował jedynie 25 min co było dla nas też ważnym kryterium. Przy wyborze miejscowości kierowałam się głównie lokalizacją w zachodniej części wyspy, bliskością miasta Chania, brakiem wszelkich atrakcji mogących rozproszyć Kubę (czyli sklepików, masy placów zabaw, dmuchanych zamków itp), klubów nocnych. Oczywiście ważna była również plaża 🙂 i ogólny wygląd wizualny miejsca. Powiedzmy że Maleme spełniło nasze oczekiwania. Hotel okazał się bardzo ładny, czysty i naprawdę kameralny. Pokój z widokiem na morze dostaliśmy w nowej części hotelu. Byliśmy naprawdę przyjemnie zaskoczeni standardem i wyposażeniem, na stronie prezentowane były pokoje o nieco odmiennym (gorszym) wyglądzie. W zasadzie za tę cenę ciężko było się przyczepić do czegokolwiek. Samo otoczenie prezentowało się bardzo ładnie, zielony, zadbany ogród, basen z barem i nieduża restauracja przy recepcji. Na dzieci czekał mały plac zabaw na trawie. Jak na greckie warunki było naprawdę fajnie. Idealny hotel jeżeli cenicie sobie ciszę i spokój.  Za 7 noclegów ze śniadaniami zapłaciliśmy 1300 zł.

 
 

Na cały pobyt zarezerwowaliśmy również samochód aby móc swobodnie przemieszczać się po wyspie (bez dzieci można spokojnie podróżować autobusami, które są bardzo dobrze zorganizowane.) Po przeszukaniu internetu wzdłuż i wszerz zdecydowaliśmy się na wynajęcie samochodu w Autoway Polska. Przedstawiciel firmy czekał na nas na lotnisku, a samochód był w super stanie i miał dwa foteliki dziecięce w cenie wynajmu. Dodam też, że wszystkie formalności załatwialiśmy z polskim biurem mejlowo. Koszt wynajmu to 1200 zł plus paliwo. Jeździliśmy chevroletem aveo z automatyczną skrzynią biegów i sprawdził się bardzo dobrze nawet na górskich drogach.

 

 

 

Samochód naprawdę się przydał, każdego dnia po śniadaniu wyjeżdżaliśmy na wycieczki. A było co oglądać, bo Kreta w maju jest naprawdę piękna. Soczysta zieleń i masa kwitnących kwiatów, nawet wzdłuż autostrady, robiła wrażenie. Pierwszego dnia odwiedziliśmy najpiękniejsze na Krecie miasto Chania, które zachwyca zwłaszcza wąskimi uliczkami, romantycznymi zakątkami i restauracjami. Odwiedziliśmy również Rethymno prawie tak samo piękne, choć już dużo bardziej tłoczne i hałaśliwe.

 

 

Nie zabrakło też pięknych plaż, których nie mogliśmy sobie odpuścić. Nie zrobiła na nas piorunującego wrażenia tak zachwalana plaża Falasarna, za to Elafonissi już tak. Sama droga prowadząca przez urokliwe górskie miejscowości, pomarańczowe sady i kręte, malownicze drogi dostarczyła nam niesamowitych wrażeń. Trochę baliśmy się tej przeprawy, gdyż niemalże wszyscy opisujący tę drogę narzekali na trudne podjazdy i mrożące krew w żyłach urwiska. Na szczęście okazało się, że droga wcale nie była aż tak przerażająca, a widoki zapierały dech. Gorąco i z czystym sumieniem polecam każdemu wycieczkę na tę plażę. Jest przepiękna, rozległa, a morze ma cudowny błękitno-szmaragdowy kolor. Dodatkową zachętą jest delikatnie różowy piasek tuż nad brzegiem i nieskończona ilość maleńkich muszelek. Woda jest na tyle płytka i ciepła, że miejsce to jest wprost idealne dla dzieci. W sezonie zapewne ciężko znaleźć tam wolny kawałek piasku, dlatego polecam wybrać się wcześnie rano i dobrze zaopatrzyć w jedzenie i napoje, bo nie będziecie chcieli szybko opuścić tej plaży. W pobliżu jest kilka restauracji i dwa sklepy spożywczo -przemysłowe. Parking tuż przy plaży jest bardzo przestronny i bezpłatny.

 

 

Ponieważ byliśmy z dziećmi nie zakładaliśmy, że będziemy zwiedzać i dużo chodzić. Jednak i tak udało nam się zobaczyć więcej niż planowaliśmy. Kubuś był zachwycony muzeum morskim w Chanii oraz falochronem. Jedyną porażką okazał się ogród botaniczny, który musieliśmy sobie odpuścić ze względu na to, że Kalina nie jest jeszcze dobrym piechurem. Niestety nigdzie nie doczytałam, że nie ma możliwości poruszania się po nim z wózkiem. Następnym razem z pewnością go odwiedzimy.

 

 

Podsumowując były to bardzo udane wakacje. Pogoda w drugiej połowie maja nie była jeszcze bardzo letnia, spotkały nas zarówno bardzo ciepłe dni (28 stopni), jak i potężna burza z piorunami. Choć nie leżeliśmy plackiem, nie poczytaliśmy książek to jesteśmy bardzo zadowoleni. Były to pierwsze samodzielnie zorganizowane przez nas wakacje zagraniczne. W dodatku z dwójką małych dzieci. Spakowaliśmy się minimalistycznie w dwie małe torby (wiadomo im mniej klamotów, tym wygodniej na lotnisku). Nie zaliczyliśmy żadnej wtopy ani strasznej przygody (czego bardzo się bałam, jak to matka). Wróciliśmy opaleni i uśmiechnięci.

Jako, że jestem panikarą przed wyjazdem wyrobiłam nam karty EKUZ oraz wykupiłam dodatkowe ubezpieczenie podróżne w PZU.

Co warto zabrać do apteczki jadąc z dziećmi na wakacje? Albo co ja spakowałam na wszelki wypadek.

  • termometr
  • czopki przeciwgorączkowe-przeciwbólowe
  • aspirator do nosa
  • smectę
  • orsalit – nawadniający
  • czopki glicerynowe na zaparcia
  • lizaki na ból gardła (znalazłam takie bez cukru ale bardzo smaczne)
  • plastry i wodę utlenioną – (przydały się Kalince, której wbiło się szkło w stopę, oraz kiedy spadła ze schodów i starła skórę pod okiem)
  • maść łagodzącą ukąszenia (nie przydała się ale użyłam jej potem w domu i jest świetna Calendeel)
  • chustki do pupy, chusteczki dezynfekujące ręce – duuuużo!
  • pieluchy na kilka dni, potem dokupiłam na miejscu
  • kremy do opalania z filtrem 30 i 50.

  

  

   

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *